Operacje i procesy

Dlaczego menedżerowie operacyjni w 2026 roku sami budują swoje oprogramowanie

Matias Benitez
12 lipca 2026
13 min czytania
Udostępnij
Panel katalogu twórców pokazujący menedżerów operacyjnych jako 24% obywatelskich programistów, największą grupę budującą oprogramowanie firmowe w 2026 roku
W skrócie

Nowe badania pokazują, że menedżerowie operacyjni stanowią 24% światowej populacji obywatelskich programistów – to pojedyncza, największa grupa zawodowa budująca oprogramowanie firmowe bez tytułu programisty, wyprzedzająca menedżerów marketingu (19%) i menedżerów sprzedaży (16%). Zaległości działów IT sięgające ponad 12 miesięcy pchnęły ich w tym kierunku, a rynek narzędzi low-code wart 65 miliardów dolarów urósł, by wyjść im naprzeciw. Haczyk polega na tym, że większość tego budowania odbywa się bez dziennika audytu, bez wspólnej warstwy danych i bez jakiejkolwiek polityki zarządzania. To właśnie tę lukę ma wypełniać platforma taka jak AgentUI – nie tylko sztuczna inteligencja, która tworzy aplikację, ale też dzienniki audytu, dostęp oparty na rolach i prawdziwi inżynierowie w standardzie.

Dziś więcej osób buduje wewnętrzne oprogramowanie bez napisania choćby linijki kodu, niż jest zawodowych programistów w większości dużych przedsiębiorstw. Gartner przewiduje, że do 2028 roku w dużych organizacjach obywatelscy programiści będą liczebnie przewyższać zawodowych programistów w stosunku 4 do 1. A największa grupa stojąca za tą zmianą nie pochodzi z działu IT i nikt z niej nie ma w nazwie stanowiska słowa „programista”. To menedżer operacyjny – osoba odpowiedzialna za magazyn, raportowanie, akceptacje i za każdy proces, który pęka jako pierwszy, gdy firma rośnie. Najnowsze badania branżowe pokazują, że menedżerowie operacyjni stanowią 24% populacji obywatelskich programistów, wyprzedzając menedżerów marketingu (19%) i menedżerów sprzedaży (16%). To nie jest niszowy trend. To pojedyncza, największa grupa budująca oprogramowanie firmowe w 2026 roku – i nie zaczęło się to od mandatu kierownictwa. Zaczęło się od kolejki zgłoszeń, która nigdy się nie skracała.

Kolejka, która nigdy się nie skracała

Zapytaj menedżera operacyjnego, ile wewnętrznych zgłoszeń trafia na jego biurko w przeciętny dzień, a usłyszysz niemałą liczbę. Badania dotyczące wewnętrznych zgłoszeń roboczych wykazały, że połowa liderów skupionych na zadaniach – specjalistów ds. operacji, kierowników projektów i właścicieli małych firm – obsługuje co najmniej 26 zgłoszeń, zgłoszeń serwisowych lub zadań w typowym dniu roboczym. Co czwarty z nich obsługuje 51 lub więcej. To nie są abstrakcyjne pozycje na liście. Każde z nich to arkusz kalkulacyjny wymagający nowej kolumny, raport, który ktoś musi dostać do piątku, łańcuch akceptacji, który się zerwał, bo dostawca zmienił swój proces. A 63% respondentów przyznało, że te wewnętrzne wąskie gardła aktywnie szkodzą przychodom, a nie tylko spowalniają pracę administracyjną.

Formalnym kanałem do rozwiązywania takich problemów miał być dział IT. Przestało to być realną opcją już wiele lat temu. Badanie Economist Intelligence Unit, przeprowadzone wśród tysiąca decydentów IT i menedżerów biznesowych, wykazało zaległości projektowe sięgające nawet 12 miesięcy, przy czym popyt na nowe narzędzia konsekwentnie przewyższa dostępne zasoby do ich budowy. Odrębne badania dotyczące zaległości IT wykazały, że 72% liderów IT twierdzi, iż sama zaległość uniemożliwia im obecnie pracę nad czymkolwiek strategicznym – nieustannie segregują zadania według priorytetów, nigdy nie nadrabiając dystansu. Taka zaległość to nie chwilowe wąskie gardło. To strukturalny fakt dotyczący sposobu działania firmowego IT w 2026 roku, a żaden menedżer operacyjny nie może prowadzić biznesu, czekając dwanaście miesięcy.

Wkracza obywatelski programista

Zgłoszenia przestały więc trafiać do IT i zaczęły być realizowane przez osoby, które same odczuwały ten ból. W 2026 roku na świecie działa szacunkowo 16,2 miliona obywatelskich programistów – osób budujących aplikacje dla własnego zespołu bez formalnego wykształcenia w inżynierii oprogramowania – co oznacza wzrost o 38% w porównaniu z 2025 rokiem. Gartner prognozuje, że liczba ta przekroczy 25 milionów do 2028 roku, a obywatelscy programiści będą wówczas liczebnie przewyższać zawodowych programistów w dużych przedsiębiorstwach w proporcji mniej więcej 4 do 1. Gartner przewidział również, że do 2026 roku co najmniej 80% osób korzystających z narzędzi low-code będzie znajdować się całkowicie poza formalną strukturą działu IT.

Prawdziwą historią jest jednak podział ról stojący za tą falą. Wśród stanowisk budujących oprogramowanie bez uprawnień programisty menedżerowie operacyjni stanowią 24% – więcej niż jakakolwiek inna pojedyncza rola – wyprzedzając menedżerów marketingu (19%) i menedżerów sprzedaży (16%). Taki ranking ma sens, gdy przyjrzeć się, kto odpowiada za najbardziej ręczne, powtarzalne procesy, które codziennie się psują: inwentaryzacje, grafiki zmian, koordynację z dostawcami, raportowanie z wielu lokalizacji. Operacje to miejsce, w którym proces spotyka się z wolumenem, i to właśnie tam dwunastomiesięczne oczekiwanie na IT staje się nie do zniesienia jako pierwsze.

Rynek w końcu nadążył

Tak duży popyt nie pozostaje niezaspokojony na długo. Globalny rynek platform low-code i no-code jest dziś wyceniany na około 65 miliardów dolarów i rośnie w tempie 26% rocznie – to już nie jest niszowa kategoria, lecz podstawowa infrastruktura oprogramowania firmowego. Wraz z nim zmienił się sposób tworzenia aplikacji: 70% nowych aplikacji budowanych dziś przez organizacje wykorzystuje technologię low-code lub no-code, wobec mniej niż 25% w 2020 roku. Gartner prognozuje, że do końca 2026 roku 75% dużych przedsiębiorstw będzie korzystać z czterech lub więcej narzędzi low-code.

Firmowe działy IT przestały walczyć z tym trendem i zaczęły go sankcjonować. Badanie Gartnera z 2025 roku wśród liderów technologii korporacyjnych wykazało, że 64% dużych organizacji (zatrudniających ponad 5000 osób) ma dziś wdrożoną przynajmniej jedną formalnie zatwierdzoną platformę no-code w co najmniej jednej jednostce biznesowej – wobec zaledwie 31% w 2022 roku. W ciągu trzech lat no-code przeszło od czegoś, co IT tolerowało w cieniu, do rozwiązania, które ponad połowa dużych przedsiębiorstw świadomie i aktywnie wdraża.

Rachunek, którego nikt nie zaplanował

Oto część tej historii, która nie trafia do nagłówków o adopcji. Pozwolenie każdemu menedżerowi operacyjnemu na budowanie własnego narzędzia rozwiązuje problem szybkości, ale tworzy nowy: nikt nie śledzi, kto co zbudował, gdzie znajdują się dane ani kto ma do nich dostęp. Szacunki branżowe wskazują, że shadow IT – technologia wdrażana poza jakąkolwiek formalną kontrolą – odpowiada za 30–40% całkowitych wydatków na IT w dużych przedsiębiorstwach. Wśród liderów IT 61% wskazuje niekontrolowane użycie narzędzi jako swój największy niepokój związany z rozwiązaniami wdrażanymi samodzielnie przez zespoły biznesowe, a pytani konkretnie o obywatelskie programowanie, 73% wskazuje na ryzyko integralności danych, 69% na luki w zabezpieczeniach, a 58% na trudności z integracją z resztą systemów firmy.

Rozrost narzędzi, jaki to powoduje, nie jest tani. Przeciętne przedsiębiorstwo zarządza dziś około 305 aplikacjami SaaS, wydając na licencje oprogramowania mniej więcej 55 milionów dolarów rocznie – przy czym 51% tych licencji pozostaje nieużywanych, co jest najwyższym odsetkiem marnotrawstwa w historii pomiarów. W przeliczeniu daje to szacunkowo 18 milionów dolarów czystej straty rocznie w przeciętnej dużej firmie. Każdy menedżer operacyjny, który buduje doraźne rozwiązanie w oderwaniu od reszty, bez wspólnej warstwy danych i bez możliwości sprawdzenia, co już istnieje, dopisuje kolejną pozycję do tego rachunku. Instynkt, by budować, był słuszny. Sposób, w jaki robi to większość zespołów, po cichu sporo kosztuje.

Zarządzanie nadrabia dystans – powoli

Trzeba przyznać, że reakcja już się zaczęła. Odsetek działów IT posiadających formalną politykę zarządzania obywatelskim programowaniem wzrósł do 78%, wobec zaledwie 42% w 2024 roku – to realny, mierzalny postęp w krótkim czasie. Ale polityka zarządzania to tylko dokument. Mówi menedżerowi operacyjnemu, co powinien robić; nie daje mu dziennika audytu od pierwszego dnia i nie powstrzymuje pięciu różnych działów przed cichym budowaniem pięciu różnych wersji tego samego narzędzia do śledzenia zapasów na pięciu różnych platformach.

Sama polityka nie jest w stanie zamknąć luki, która istnieje na poziomie infrastruktury. Jeśli platforma, na której buduje menedżer operacyjny, domyślnie nie zapisuje, kto co zmienił, żadne szkolenie z zarządzania nie naprawi tego po fakcie. Rozwiązanie musi być wbudowane w narzędzie, a nie dopisane do regulaminu pracownika.

Jak naprawdę wygląda kontrolowane obywatelskie programowanie

Dobre obywatelskie programowanie nie polega na spowalnianiu menedżerów operacyjnych z powrotem do tempa IT – cały sens polegał na tym, że nie powinni musieć czekać. Chodzi o to, by dać im platformę, na której bezpieczna ścieżka i szybka ścieżka to ta sama ścieżka. Oznacza to, że każde działanie – każda budowa, każda edycja, każdy dostęp do danych – jest domyślnie rejestrowane, a nie oferowane jako płatna opcja zarezerwowana dla największych klientów. Oznacza to, że role i uprawnienia menedżer operacyjny może skonfigurować samodzielnie, bez zgłaszania sprawy do programisty, żeby ograniczyć, kto widzi dane płacowe, a kto grafik zmian. Oznacza to, że każda aplikacja budowana przez zespół korzysta z jednej wspólnej bazy danych i jednego zestawu integracji, zamiast by każde nowe narzędzie stawało się odrębną, odizolowaną wyspą, którą ktoś później musi ręcznie uzgadniać z resztą. I oznacza to, że gdy te wygenerowane przez sztuczną inteligencję 90% aplikacji natrafia na trudne 10% – skomplikowaną integrację, nietypowy przypadek w logice akceptacji – po drugiej stronie czeka prawdziwy inżynier, a nie zgłoszenie serwisowe, które znika w kolejce.

To dokładnie ten model, wokół którego zbudowano AgentUI. Sztuczna inteligencja tworzy aplikację – bazę danych, interfejs, przepływy pracy – na podstawie opisu w zwykłym języku, w kilka minut. Każdy projekt jest wyposażony w dzienniki audytu rejestrujące, kto co zrobił i kiedy, w każdym planie cenowym, a nie za murem umowy korporacyjnej. Dostęp oparty na rolach jest wbudowany od samego początku, więc menedżer operacyjny może dać liderowi magazynu dostęp do edycji, a dyrektorowi regionalnemu dostęp tylko do podglądu, bez napisania ani jednej linijki kodu uprawnień. A ponieważ każda aplikacja w danym środowisku pracy działa na tym samym wspólnym rdzeniu – tej samej bazie danych, tych samych integracjach, tych samych danych dostępowych – nic, co zbuduje menedżer operacyjny, nie staje się wyspą, w którą reszta firmy nie może zajrzeć. Gdy coś wykracza poza to, co sztuczna inteligencja potrafi dopracować samodzielnie, przejmuje to prawdziwy inżynier. Większość platform sprzedaje ci oprogramowanie. AgentUI sprzedaje ci zespół.

Zanim pozwolisz zespołowi budować własne narzędzia, sprawdź:

  • Dzienniki audytu w każdym planie – a nie dodatek zarezerwowany dla umów korporacyjnych
  • Uprawnienia oparte na rolach, które menedżer operacyjny może ustawić bez pomocy programisty
  • Jedną wspólną bazę danych i warstwę integracji zamiast pięciu odizolowanych, rozproszonych aplikacji
  • Prawdziwą osobę, do której można zadzwonić, gdy budowa napotka swoje granice – nie tylko formularz kontaktowy
  • Stałą, przewidywalną cenę zamiast otwartych opłat rosnących wraz z każdą automatyzacją
  • Oddzielne środowiska i możliwość wycofania zmian, tak by jedna błędna zmiana nie zatrzymała procesu, na którym polega cały zespół

Menedżerowie operacyjni nie prosili o pozwolenie, by stać się największą grupą twórców w przedsiębiorstwie – zadecydowała za nich kolejka zgłoszeń. Ta część historii jest już napisana; dane potwierdzają, że tak się stało. Wciąż nierozstrzygnięte pozostaje, czy narzędzia, po które sięgają, będą wyposażone w zabezpieczenia, jakich wymaga prawdziwy system, czy też każdy zespół będzie wciąż odbudowywać to samo kruche rozwiązanie w nieco innym zakątku firmy, bez możliwości ogarnięcia całościowego obrazu przez kogokolwiek.

Menedżer operacyjny, który rozumie proces, jest dokładnie tą osobą, która powinna posiadać narzędzie. Zasługuje jedynie na platformę, która rejestruje wykonaną pracę, udostępnia dane i ma za sobą człowieka, gdy sztuczna inteligencja napotka ścianę – a nie na pozycję budżetową shadow IT odkrytą osiemnaście miesięcy później podczas audytu.

Gotowy, by budować – z dziennikiem audytu w zestawie?

Zacznij budować swoje pierwsze wewnętrzne narzędzie za darmo. Dzienniki audytu, dostęp oparty na rolach i prawdziwy zespół za tym wszystkim – nie tylko chatbot.